|
niedziela, 13 września 2009
Maja
Wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi Maja wkrótce trafi do domku. I to naprawdę dobrego! Oczywiście, na pewno nie będzie jej tam tak super, jak byłoby u mnie, no ale... Jak ktoś (znaczy JA) podjął pewne pochopne decyzje (np. ta o wyjściu za mąż :D ), to teraz musi za nie płacić- np. tym, że druga połówka powinna wyrazić zgodę na nowego członka rodziny. A moja połówka NIE WYRAŻA. Ech, taki mój los... ;-) W każdym bądź razie Maję teraz czeka sterylizacja, potem tydzień rekonwalescencji i wtedy może iść do nowej rodziny (buuu...).
wtorek, 08 września 2009
Optymalna dieta
Jako lekarz weterynarii często spotykam się z wieloma pytaniami dotyczącymi psiej diety. Jest to temat-rzeka, o którym można rozmawiać i pisać godzinami. Ja wiem jedno- nie ma diety doskonałej, podobnie jak nie ma szkolenia doskonałego (okej, kliker jest idealny dla każdego psa- ale rozwiązywanie problemów ze szkoleniem klikerowym jest już absolutnie indywidualne!). Każdy musi sam sobie odpowiedzieć, który sposób żywienia będzie najlepszy w przypadku mojego psa. Ja swoje psy karmię głównie BARFem, czyli dietą opartą o surowe mięcho, kości i surowe warzywa. Dieta ta ma wielu przeciwników, szczególnie wśród lekarzy weterynarii (zdaje się, że właśnie kalam własne gniazdo...), ale też trudno się dziwić- znaczny wkład finansowy w każdą porządną lecznicę stanowią wpływy ze sprzedaży karm ;-) Dobra karma nie jest zła- prawidłowo zbilansowana, z mnóstwem dodatków typu: kształt czyszczący zęby, smak identyczny z naturalnym ;-) itd. Jeśli ktoś chce- proszę bardzo, można karmić psa tylko i wyłącznie karmami gotowymi, których jest cała masa- poczynając od tych z najniższej półki, kończąc na tych, którymi moglibyśmy zupełnie spokojnie karmić nasze ludzkie dzieci- o ile te oczywiście by ją jadły. Ja jednak nie jestem zwolennikiem karm przemysłowych, bo pomimo tego, że mają mnóstwo zalet, to jednak są NUDNE. Któżby chciał przez całe życie jeść np. frytki? (O ile te byłyby pełnowartościowym pokarmem). Ja wiem, KAŻDY lubi frytki, ale wyobraźcie sobie, że jecie je codziennie przez całe życie, choć są zmiany: w styczniu jecie frytki z Avico, a w lutym- z Mc Donald'sa. I tak dzień w dzień przez całe życie! A jedynym urozmaiceniem diety są ukratkiem pożerane czekoladki, które czasem uda Wam się ukraść ze sklepu... Okropieństwo, prawda? I tak ma pies na suchej karmie! Dlatego ja zdecydowanie preferuję BARFa. Tzn. może nie tyle ja, co Klekla ;-) BARF jest fajny- smaczny, zdrowy i urozmaicony. No i naturalny, a jest to słowo, które ostatnimi czasy robi międzynarodową karierę. Teraz kilka zalet BARFa:
- jest rozsądny cenowo- no chyba, że ktoś ma ochotę karmić swojego bernardyna jagnięciną ;-)
- zaspokaja instynkty psa- gryzienie, rozszarpywanie, żucie
- jest zdrowy- bo pies spożywa produkty nieprzetworzone, bez konserwantów
- można go urozmaicać- dziś kurczaczek, jutro wołowinka; dziś udko, jutro wątróbka
Ma też wady:
- wymaga trochę zachodu- trzeba często robić zakupy, mieć pokaźną lodówkę i jeszcze większą zamrażarkę; do tego te warzywa...
- dla bernardyna jest trochę kosztowniejszy, niż dla takiej Tekli; z drugiej strony, bernardyn ZAWSZE jest kosztowniejszy od takiej Tekli!
- w Polskich warunkach z tym urozmaicaniem jest różnie, bo albo kurczak, albo wołowinka, albo wieprzowinka; z kolei w Polsce dopiero się wprowadza badanie świń w kierunku choroby Aujeszky'ego, która dla ludzi jest zupełnie niegroźna, natomiast dla psa bywa śmiertelna (objawy wścieklizno-podobne), więc ja to tak ostrożnie podchodzę do tej wieprzowinki, a z kolei wołowinka dla Tekli jest okej, ale dla bernardyna- no, może uderzyć po kieszeni...
Ogólnie BARF ma przewagę zalet nad wadami. Co ciekawe, dla wielu psów-alergików okazał się być zbawiennym, pomimo tego, że jedzą i kurczaczka, i świnkę i krówkę. A dotąd jako-tako żyły tylko na małej owieczce z ryżem, albo- tylko na rybkach. Oczywiście, w BARFie rybki też się podaje- surowe! Na BARFie wielu właścicieli zauważa też u psów poprawę stanu uzębienia (rewelacyjna poprawa, sprawdzone na Zupie i Cyganie, a Student to wogóle na surowiźnie odzyskał biel, mógłby występować w reklamie pasty do zębów!), trawienia (no dobra, po kościach psy pierdzą, ale za to kupy mają małe, zwarte i jakoś mniej aromatyczne!), sierści, a nawet zmniejszenie się wielu schorzeń (typu alergia, problemy stawowe). No BARF rulez ;-)
A teraz mity:
- pies, który je surowe mięso, będzie agresywny- ha, ha, ha, proszę Państwa, chciałabym, żeby to była prawda- wtedy na spacerach nie musiałabym bać się o własne życie plus życie moich psów, bo w razie ataku ze strony człowieka, to moje psy się cieszą, ewentualnie chowają za mnie i liczą na to, że je obronię...
- pies nie może jesć kości z kurczaka- tylko gotowanego! Surowizna dozwolona, bo surowe kości nie łamią się na igiełki, jak to się dzieje z gotowanymi; tak, tak, ja wiem, że każdy może przytoczyć miliony przykładów na to, że psy jedzą od lat gotowane kości i nic im nie jest- no tak, 100 zje bez szkody, 101 będzie miał uszkodzenie przełyku... nie chcę, by tym 101 był mój!
- pies wogóle nie może jeść kości- przesada jest niezdrowa w każdym wydaniu- napakowanie w psa 1 kg kości może się skończyć zatwardzeniem, albo nawet zaczopowaniem. Ale mała kość/mało kości raz-dwa razy w tygodniu nie powinny zaszkodzić zdrowemu psu, nawet staruszkowi.
- karmiąc psa mięsem można go "przebiałczyć"- hmm, do dziś się zastanawiam, któż to wymyślił i na jakiej podstawie? Jak można "przebiałczyć" mięsem zwierzę mięsożerne? Ciekawe, czy wilki (wprawdzie psy to nie wilki*, ale przewód pokarmowy mają prawie taki sam) o tym słyszały...
Ktoś zna jeszcze jakieś mity?
Dokładnie o diecie BARF poczytać można tu:
p.s. Tekla jada suchą karmę- na spacerach jako nagrodę, na wyjazdach, albo jak pani ma lenia ;-)
*niektórzy naukowcy-bechawioryści twierdzą coś wręcz przeciwnego- psy to małe wilki, czyli śliczny i rozkoszny jorczek też jest drapieżnikiem
Jako lekarz weterynarii często spotykam się z wieloma pytaniami dotyczącymi psiej diety. Jest to temat-rzeka, o którym można rozmawiać i pisać godzinami. Ja wiem jedno- nie ma diety doskonałej, podobnie jak nie ma szkolenia doskonałego (okej, kliker jest idealny dla każdego psa- ale rozwiązywanie problemów ze szkoleniem klikerowym jest już absolutnie indywidualne!). Każdy musi sam sobie odpowiedzieć, który sposób żywienia będzie najlepszy w przypadku mojego psa. Ja swoje psy karmię głównie BARFem, czyli dietą opartą o surowe mięcho, kości i surowe warzywa. Dieta ta ma wielu przeciwników, szczególnie wśród lekarzy weterynarii (zdaje się, że właśnie kalam własne gniazdo...), ale też trudno się dziwić- znaczny wkład finansowy w każdą porządną lecznicę stanowią wpływy ze sprzedaży karm ;-) Dobra karma nie jest zła- prawidłowo zbilansowana, z mnóstwem dodatków typu: kształt czyszczący zęby, smak identyczny z naturalnym ;-) itd. Jeśli ktoś chce- proszę bardzo, można karmić psa tylko i wyłącznie karmami gotowymi, których jest cała masa- poczynając od tych z najniższej półki, kończąc na tych, którymi moglibyśmy zupełnie spokojnie karmić nasze ludzkie dzieci- o ile te oczywiście by ją jadły. Ja jednak nie jestem zwolennikiem karm przemysłowych, bo pomimo tego, że mają mnóstwo zalet, to jednak są NUDNE. Któżby chciał przez całe życie jeść np. frytki? (O ile te byłyby pełnowartościowym pokarmem). Ja wiem, KAŻDY lubi frytki, ale wyobraźcie sobie, że jecie je codziennie przez całe życie, choć są zmiany: w styczniu jecie frytki z Avico, a w lutym- z Mc Donald'sa. I tak dzień w dzień przez całe życie! A jedynym urozmaiceniem diety są ukratkiem pożerane czekoladki, które czasem uda Wam się ukraść ze sklepu... Okropieństwo, prawda? I tak ma pies na suchej karmie! Dlatego ja zdecydowanie preferuję BARFa. Tzn. może nie tyle ja, co Klekla ;-) BARF jest fajny- smaczny, zdrowy i urozmaicony. No i naturalny, a jest to słowo, które ostatnimi czasy robi międzynarodową karierę. Teraz kilka zalet BARFa: - jest rozsądny cenowo- no chyba, że ktoś ma ochotę karmić swojego bernardyna jagnięciną ;-) - zaspokaja instynkty psa- gryzienie, rozszarpywanie, żucie - jest zdrowy- bo pies spożywa produkty nieprzetworzone, bez konserwantów - można go urozmaicać- dziś kurczaczek, jutro wołowinka; dziś udko, jutro wątróbka Ma też wady: - wymaga trochę zachodu- trzeba często robić zakupy, mieć pokaźną lodówkę i jeszcze większą zamrażarkę; do tego te warzywa... - dla bernardyna jest trochę kosztowniejszy, niż dla takiej Tekli; z drugiej strony, bernardyn ZAWSZE jest kosztowniejszy od takiej Tekli! - w Polskich warunkach z tym urozmaicaniem jest różnie, bo albo kurczak, albo wołowinka, albo wieprzowinka; z kolei w Polsce dopiero się wprowadza badanie świń w kierunku choroby Aujeszky'ego, która dla ludzi jest zupełnie niegroźna, natomiast dla psa bywa śmiertelna (objawy wścieklizno-podobne), więc ja to tak ostrożnie podchodzę do tej wieprzowinki, a z kolei wołowinka dla Tekli jest okej, ale dla bernardyna- no, może uderzyć po kieszeni... Ogólnie BARF ma przewagę zalet nad wadami. Co ciekawe, dla wielu psów-alergików okazał się być zbawiennym, pomimo tego, że jedzą i kurczaczka, i świnkę i krówkę. A dotąd jako-tako żyły tylko na małej owieczce z ryżem, albo- tylko na rybkach. Oczywiście, w BARFie rybki też się podaje- surowe! Na BARFie wielu właścicieli zauważa też u psów poprawę stanu uzębienia (rewelacyjna poprawa, sprawdzone na Zupie i Cyganie, a Student to wogóle na surowiźnie odzyskał biel, mógłby występować w reklamie pasty do zębów!), trawienia (no dobra, po kościach psy pierdzą, ale za to kupy mają małe, zwarte i jakoś mniej aromatyczne!), sierści, a nawet zmniejszenie się wielu schorzeń (typu alergia, problemy stawowe). No BARF rulez ;-) A teraz mity: - pies, który je surowe mięso, będzie agresywny- ha, ha, ha, proszę Państwa, chciałabym, żeby to była prawda- wtedy na spacerach nie musiałabym bać się o własne życie plus życie moich psów, bo w razie ataku ze strony człowieka, to moje psy się cieszą, ewentualnie chowają za mnie i liczą na to, że je obronię... - pies nie może jesć kości z kurczaka- tylko gotowanego! Surowizna dozwolona, bo surowe kości nie łamią się na igiełki, jak to się dzieje z gotowanymi; tak, tak, ja wiem, że każdy może przytoczyć miliony przykładów na to, że psy jedzą od lat gotowane kości i nic im nie jest- no tak, 100 zje bez szkody, 101 będzie miał uszkodzenie przełyku... nie chcę, by tym 101 był mój! - pies wogóle nie może jeść kości- przesada jest niezdrowa w każdym wydaniu- napakowanie w psa 1 kg kości może się skończyć zatwardzeniem, albo nawet zaczopowaniem. Ale mała kość/mało kości raz-dwa razy w tygodniu nie powinny zaszkodzić zdrowemu psu, nawet staruszkowi. - karmiąc psa mięsem można go "przebiałczyć"- hmm, do dziś się zastanawiam, któż to wymyślił i na jakiej podstawie? Jak można "przebiałczyć" mięsem zwierzę mięsożerne? Ciekawe, czy wilki (wprawdzie psy to nie wilki*, ale przewód pokarmowy mają prawie taki sam) o tym słyszały... Ktoś zna jeszcze jakieś mity? Dokładnie o diecie BARF poczytać można tu: www.barf.pl p.s. Tekla jada suchą karmę- na spacerach jako nagrodę, na wyjazdach, albo jak pani ma lenia ;-)
*niektórzy naukowcy-bechawioryści twierdzą coś wręcz przeciwnego- psy to małe wilki, czyli śliczny i rozkoszny jorczek też jest drapieżnikiem
niedziela, 06 września 2009
O alfowaniu- czyli hierarchia w stadach
Tak sobie ostatnio dużo myślę o tym, jak bardzo skomplikowane są stosunki międzyosobnicze w różnych stadach. Na pewno na te moje "przemyśliwenia" ma wpływ obserwacja stada koni u Wróbli, oraz to, jak bardzo pozory mogą mylić. Weźmy taką Clio na przykład- grzeczne dziewczę, miłe, potulne, z każdym koniem w dobrej komitywie. Żaglówka z kolei- szatan, nie koń! Do każdego konia startowała z kopytami, nawet jak była glutem ledwie rocznym. Fakt faktem, że to było w głównej mierze pozerstwo- "ej, zobaczcie, jaka jestem ważna!" ;-) -jako psiarz wiem, że tam, gdzie jest dużo hałasu, mało się dzieje (czyli "krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje"- kolejna uniwersalna zasada mająca zastosowanie w świecie ludzi, krów, psów i koni! I pewnie wielu innych gatunków). Toteż gdy zawiozłam kobyły do Żydowa, z góry miałam przewidziany rozwój sytuacji. No i- poległam :-) Nic nie było takie, jak sobie założyłam. Po pierwsze, to Clio przejęła dowodzenie, a Żaglówka jakby zmalała i znowu się stała małym źrebaczkiem u boku mamuni. Po drugie- Clio okazała się strasznym dominantem. Ponoć źrebaki dziedziczą pozycję stada po matce, więc teoretycznie nie powinnam się dziwić, bo mama Clio- Czeremcha była w stadzie bardzo wysoko. Niemniej się dziwię ;-) W chwili obecnej Clio jest prawie "druga po Bogu"- czyli po Czennie, reguralnie piorąc się o pozycję z bratem swoim kochanieńkim, Cekinem. Wogóle Clio się regularnie pierze :-) Za to Żaglówka jest w dobrych stosunkach ze wszystkimi- taka maskotka stada. Mizia się ze wszystkimi, buzi sobie daje ze wszystkimi i wszyscy ją lubią. Pozycji w stadzie nie ma ugruntowanej- tzn. my, postronni obywatele, nie możemy jednoznacznie stwierdzić, gdzie jest Żaglówkowe miejsce w szeregu. Zdaje się, że jest ono dość płynne. Albo Żagiel jest dalej na prawach specjalnych z racji wieku. Co swoją drogą daje sporo do myślenia tym, którzy twierdzą, że 2,5-letni koń, wyglądający jak dorosły, faktycznie takim jest! Bo skoro same konie twierdzą, że Żaglówka gówniarą jest, to ja się z nimi nie zamierzam sprzeczać!
Tak wogóle to dziwi mnie ten pęd do rządzenia- Czenna ma naprawdę przekichane. Kiedy inne konie pasą się spokojnie ( w końcu szef jest od tego, by zapewniać bezpieczeństwo), to Czenna obserwuje, sprawdza, nasłuchuje, ewentualnie leci na zwiady:
Ani chwili spokoju!
I jeszcze jedno- to nie prawda, że szef jest główno-decydującym o wszystkim i że koń powinien robić tak, jak mu szef (często tak o sobie myśli człowiek!) każe- z obserwacji Czennowego stada wynika, że w wielu sprawach to inne konie podejmują decyzje, które Czenna akceptuje. Np. jeśli Czenna prowadzi stado w dół:
A Cekin postanowi pogalopować w bok:
To Czenna nie ma nic przeciwko:
Na pewno nie leci zaraz za Cekinem po to, by dać mu w łeb i pokierować stado tam, gdzie ona chciała- a tak robi 99% ludzi pracujących z końmi! Koński alfa jest dobrym alfą, który wysłuchuje pomysłów podwładnych i je akceptuje, gdy są dobre.
Podobnie jest w stadach psich. Są pewne priorytety, które każdy pies ma określone indywidualnie. Jeden np. uwielbia zabawki i za skarby świata ich nie odda- nawet alfie. Jeśli alfa akuratnie za zabawkami nie przepada, to wcale o nie się nie kłóci z podwładnym, tylko ignoruje warknięcia i obojętnie udadaje się w inne miejsce. I już. A człowiek musi psu pokazać, kto tu rządzi! Więc najczęściej nastuka takiemu warczącemu psu, żeby mu pokazać, że CZŁOWIEK jest panem i może zrobić z psem wszystko, a pies nie ma prawa okazać niezadowolenia (czyli warczeć). Jak człowiek źle trafił, to za jakiś czas pies mu nastuka i wtedy przeczytamy w "Supercośtam" o kolejnym psie-mordercy. Jeśli pies takich zapędów nie ma, to staje się coraz mniej pewny, boi się myśleć i wkrótce zaczyna przypominać psią maszynkę- chodzi, siada i je tylko na komendę Pana i Władcy. Pan zadowolony, bo pies bez komendy boi się nawet pierdnąć (za przeproszeniem...). Za to pies czuje się niczym w obozie koncentracyjnym- brrr... aż przykro myśleć! Ja tam wolę współpracować z moim psem i naprawdę cenię jego zdanie. A za warczenie nawet podziękuję- bo dzieki temu wiem, gdzie jest problem i mogę go rozwiązać ZANIM pies postanowi sięgnąć po środki ostateczne (czyli zęby). A za jakiś czas pies sam stwierdzi: "hmm, jaka ta moja człowieczyna fajna, chyba dam jej swoją zabawkę, bo wtedy ona się ze mną pobawi i będzie jeszcze fajniej! Albo- może dostanę mięsko?!?".
No i miało być o alfach w stadach, a wyszło o alfach ogólnie... Ale tak to już jest- chcę wyklikać Tekli leżenie- otrzymuję zdechłego psa... I też jest fajnie :-)
Tak sobie ostatnio dużo myślę o tym, jak bardzo skomplikowane są stosunki międzyosobnicze w różnych stadach. Na pewno na te moje "przemyśliwenia" ma wpływ obserwacja stada koni u Wróbli, oraz to, jak bardzo pozory mogą mylić. Weźmy taką Clio na przykład- grzeczne dziewczę, miłe, potulne, z każdym koniem w dobrej komitywie. Żaglówka z kolei- szatan, nie koń! Do każdego konia startowała z kopytami, nawet jak była glutem ledwie rocznym. Fakt faktem, że to było w głównej mierze pozerstwo- "ej, zobaczcie, jaka jestem ważna!" ;-) -jako psiarz wiem, że tam, gdzie jest dużo hałasu, mało się dzieje (czyli "krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje"- kolejna uniwersalna zasada mająca zastosowanie w świecie ludzi, krów, psów i koni! I pewnie wielu innych gatunków). Toteż gdy zawiozłam kobyły do Żydowa, z góry miałam przewidziany rozwój sytuacji. No i- poległam :-) Nic nie było takie, jak sobie założyłam. Po pierwsze, to Clio przejęła dowodzenie, a Żaglówka jakby zmalała i znowu się stała małym źrebaczkiem u boku mamuni: Po drugie- Clio okazała się strasznym dominantem. Ponoć źrebaki dziedziczą pozycję stada po matce, więc teoretycznie nie powinnam się dziwić, bo mama Clio- Czeremcha była w stadzie bardzo wysoko. Niemniej się dziwię ;-) W chwili obecnej Clio jest prawie "druga po Bogu"- czyli po Czennie, reguralnie piorąc się o pozycję z bratem swoim kochanieńkim, Cekinem: Wogóle Clio się regularnie pierze :-) Za to Żaglówka jest w dobrych stosunkach ze wszystkimi- taka maskotka stada. Mizia się ze wszystkimi, buzi sobie daje ze wszystkimi i wszyscy ją lubią. Pozycji w stadzie nie ma ugruntowanej- tzn. my, postronni obywatele, nie możemy jednoznacznie stwierdzić, gdzie jest Żaglówkowe miejsce w szeregu. Zdaje się, że jest ono dość płynne. Albo Żagiel jest dalej na prawach specjalnych z racji wieku. Co swoją drogą daje sporo do myślenia tym, którzy twierdzą, że 2,5-letni koń, wyglądający jak dorosły, faktycznie takim jest! Bo skoro same konie twierdzą, że Żaglówka gówniarą jest, to ja się z nimi nie zamierzam sprzeczać! Tak wogóle to dziwi mnie ten pęd do rządzenia- Czenna ma naprawdę przekichane. Kiedy inne konie pasą się spokojnie ( w końcu szef jest od tego, by zapewniać bezpieczeństwo), to Czenna obserwuje, sprawdza, nasłuchuje, ewentualnie leci na zwiady: I jeszcze jedno- to nie prawda, że szef jest główno-decydującym o wszystkim i że koń powinien robić tak, jak mu szef (często tak o sobie myśli człowiek!) każe- z obserwacji Czennowego stada wynika, że w wielu sprawach to inne konie podejmują decyzje, które Czenna akceptuje. Np. jeśli Czenna prowadzi stado w dół: A Cekin postanowi pogalopować w bok: To Czenna nie ma nic przeciwko: Na pewno nie leci zaraz za Cekinem po to, by dać mu w łeb i pokierować stado tam, gdzie ona chciała- a tak robi 99% ludzi pracujących z końmi! Koński alfa jest dobrym alfą, który wysłuchuje pomysłów podwładnych i je akceptuje, gdy są dobre. Podobnie jest w stadach psich. Są pewne priorytety, które każdy pies ma określone indywidualnie. Jeden np. uwielbia zabawki i za skarby świata ich nie odda- nawet alfie. Jeśli alfa akuratnie za zabawkami nie przepada, to wcale o nie się nie kłóci z podwładnym, tylko ignoruje warknięcia i obojętnie udadaje się w inne miejsce. I już. A człowiek musi psu pokazać, kto tu rządzi! Więc najczęściej nastuka takiemu warczącemu psu, żeby mu pokazać, że CZŁOWIEK jest panem i może zrobić z psem wszystko, a pies nie ma prawa okazać niezadowolenia (czyli warczeć). Jak człowiek źle trafił, to za jakiś czas pies mu nastuka i wtedy przeczytamy w "Supercośtam" o kolejnym psie-mordercy. Jeśli pies takich zapędów nie ma, to staje się coraz mniej pewny, boi się myśleć i wkrótce zaczyna przypominać psią maszynkę- chodzi, siada i je tylko na komendę Pana i Władcy. Pan zadowolony, bo pies bez komendy boi się nawet pierdnąć (za przeproszeniem...). Za to pies czuje się niczym w obozie koncentracyjnym- brrr... aż przykro myśleć! Ja tam wolę współpracować z moim psem i naprawdę cenię jego zdanie. A za warczenie nawet podziękuję- bo dzieki temu wiem, gdzie jest problem i mogę go rozwiązać ZANIM pies postanowi sięgnąć po środki ostateczne (czyli zęby). A za jakiś czas pies sam stwierdzi: "hmm, jaka ta moja człowieczyna fajna, chyba dam jej swoją zabawkę, bo wtedy ona się ze mną pobawi i będzie jeszcze fajniej! Albo- może dostanę mięsko?!?". No i miało być o alfach w stadach, a wyszło o alfach ogólnie... Ale tak to już jest- chcę wyklikać Tekli leżenie- otrzymuję zdechłego psa... I też jest fajnie :-)
piątek, 04 września 2009
O przepraszaniu własnego psa
Zdarza Wam się czasem nadepnąć własnego psa? Mnie trafia się to czasami. Zazwyczaj wtedy padam na kolana, łapię psa i fundując mu dalsze nieprzyjemności typu całowanie i przytulanie czule przepraszam. Skutkiem tego Tekla zaczyna się szalenie cieszyć, skacze po mnie, podgryza (a przypominam, że Tekla nie ma czegoś takiego, jak "miękki pysk"!)- czyli po swojemu funduje mi przeprosiny (za to, że wlazła pod nogi). Ogólnie cała sytuacja kończy się wzajemnym wybaczeniem win i dalszym życiem w zgodzie. Pewnie wielu z Was łapie się teraz za głowę- jak to, przepraszać psa?!? Już mniejsza o to, że to przecież PIES (no właśnie!). Ale przecież w każdej książce pisze, że nie można rozczulać się nad psem, bo.... (i tutaj następuje szereg niemiłych zazwyczaj powodów). No niby racja... Tylko każdy pies jest inny i nie ma jednej prawdziwej prawdy. Czasem zdarza mi się nadepnąć na swojego psa i NIE ZAREAGOWAĆ, bo np. szukam jakiś ważnych papierów, które oczywiście położyłam na miejsce, tylko które... W każdym bądź razie jestem tak zaaferowana, że prawie nie zauważam wypadku i nie reaguję w typowy sposób. Tekla po tradycyjnym piśnięciu (nadepnięcie na włosy w ogonie tak strasznie boliiiii!!!) przygląda mi się chwilę, po czym podkula ogon, opuszcza uszy i zgarbiona udaje się do budy. Nie wiem, dlaczego, ale ona taką sytuację odbiera jako celową KARĘ wymierzoną w nią za wyimaginowane (jej zdaniem) winy...
poniedziałek, 31 sierpnia 2009
Tekla- Muchów pies na muchy
Tekla jest naprawdę wymarzonym psem- grzeczna, miła i niekłopotliwa (no dobra, naprawdę nadzwyczajnie gubi sierść w porównaniu do wielu innych). A do tego- łapie Muchy. To znaczy… muchy ;-) Serio, w domu większość much jest wyłapywanych na bieżąco, a poniższy obrazek nie jest niczym wyjątkowym: I wyobraźcie sobie, że (z zegarkiem w ręku!) ona potrafi tak stać i 23 minuty, dopóki obiekt polowania nie znudzi się bezczynnym siedzeniem :) p.s. Z zegarkiem w ręku to ja… ;-) Finka i Maja
W lipcu wraz z Teklą wizytowałyśmy moich rodziców. Cygan ma się dobrze, choć po śmierci Zupy trochę skapcaniał. Zawsze Cygan wielkim tchórzem był, ale teraz, gdy został sam, praktycznie nie szczeka, a człowieka się trzyma wręcz panicznie. Oczywiście rodzice zarzekali się, że Cygan jest ich ostatnim psem i w ogóle (jak to rodzice…), ale w końcu, gdy odżałowali Zupę, postanowili sprawić Cyganowi towarzysza/-szkę. Plan był taki: ze schroniska wezmą małego, brzydkiego i starego psa bez większych szans na adopcję. A wrócili z Finką. Okazało się, że stare, brzydkie psy warczą na Cygana, a w końcu nowy pies miał być towarzyszem Cygana, nie wrogiem. Dlatego padło na nie taką starą sukę, gabarytów Tekli mniej-więcej. Tato wybór psa skwitował jednym zdaniem: „no nie ma to jak kolejny pies obronny!”. Finka ma bowiem podejście do życia typowe dla psów Duli- kocha cały świat, a złodzieja to z radością przywita i nawet pokaże mu, gdzie pan trzyma pieniądze J Ot, takie szczęście- a może po prostu podobne charaktery się przyciągają? A oto Finka:
Za to ja też mogę pochwalić się nowym psem- takim na pół etatu. Pod naszym blokiem zamieszkała mała suczka, przez sąsiadów zwana „mini-Teklą”. Bo też i wyglądem ją przypomina. W zasadzie to różnią je: wzrost, ogon (minitaurowa wersja ma go zakręconego w precel) i uszy (Tekla ma stojące, mini-Tekla- załamane na końcach). A charakter- identyczny! Miniaczka dostała ode mnie na imię Maja (no bo jak Tekla-pajęczyca, to musi być i Maja-pszczółka!) i w zasadzie stała się naszym podblokowym psem. Pod schodami ma koszyk z kocykiem i miski, została także zaszczepiona i odpchlona, oraz wyposażona w obrożę (na wsiach pies z obrożą jest prawie bezpieczny). Oczywiście regularnie chodzi z nami na spacerki i muszę przyznać, że jest nawet grzeczniejsza od Tekli! Ładnie się trzyma, za zajączkiem pogoni, a i owszem, ale jak Tekla wraca do mnie (a muszę pochwalić, że w zasadzie zawsze wraca!), to Maja też. No w ogóle mam drugiego psa. Oczywiście, najchętniej to bym ją przygarnęła na zawsze- ale u mnie to normalne. Jakby nie Marcin, to pewnie skończyłabym już pod mostem otoczona zgrają psów! Ale na razie staram się zbytnio nie przywiązywać i pilnie szukam chętnych do przygarnięcia naprawdę słodkiego pieszczocha. Mała jest trochę lękliwa, ale bez problemu daje się wszędzie dotykać. Niemniej wymaga raczej spokojnych i delikatnych właścicieli. Swoją drogą chyba coś jest w tym przyciąganiu charakterów- zawsze się zarzekam, że następny pies będzie twardy jak skała i niewzruszony, ale jak dotąd trafiam na same Tekle! Maja:
niedziela, 30 sierpnia 2009
Nasza Żaglówka, choć już całkiem spora, nadal jest źrebakiem i powinna biegać i swawolić na pastwisku z innymi końmi, zanim przyjdzie jej zmierzyć się z dorosłym życiem: Dlatego postanowiłam zapewnić jej prawdziwe WAKACJE, a z pomocą przyszły wróble, to znaczy, hmm, przyszli Wróble ;-) Otóż Aga i Wojtek dysponują 4 ha pastwiska w jednym kawałku oraz stadkiem koni małopolskich do kompletu: (od lewej Iluzja, Cekin i Czenna) Nadmienić trzeba, iż zajmują się oni m.in. naturalem (czyli Natural Horsemanship- jest to naturalne i pozbawione przemocy podejście do koni): i potrafią przywrócić koniom wiarę w ludzi (czego Żaglówka absolutnie nie potrzebuje) oraz bezstresowo nauczyć je dobrych manier (czego zdecydowanie Żaglówka potrzebuje!). Nie muszę pisać, że ja także zagłębiam i staram się stosować NH, ale jestem dopiero pierwszakiem ;-) Wraz z Żaglówką na wakacje pojechała małopolska Clio: , nota bene będąca niegdyś własnością Agi i Wojtka, oraz półsiostra Cekina. Clio również ma korzystać z pastwisk i dobrze się bawić, ale głównym celem jej wyprawy jest nauka: że człowiek nie jest taki zły; że siodło nie zabija; że człowiek + sznurek + bat wcale nie równa się ganianie w kółko; że koń może myśleć i za swoje pomysły nie zostanie ukarany; że można się bać (w końcu koń to zwierzę uciekające), ale w sumie to nie trzeba; i wiele, wiele innych „że”. Clio ma w tej chwili 5 lat (w styczniu 6!) i według wielu powinna już dawno chodzić pod siodłem. Cóż, najwyraźniej już ktoś próbował, sęk w tym, że nie najlepiej mu poszło- i stąd problemy Clio. Clio ma być koniem przede wszystkim użytkowym, ma być dzielnym wierzchowcem wszechstronnym, do tańca i do różańca, takim, na którym pojedzie się (i wygra!) zawody trailowe, przeskoczy parkur, wykona elementy wyższego ujeżdżenia i zaliczy kilkudniowy rajd. Ba! Dlaczego by nawet nie pojechać nią bryczką! Po prostu Clio ma być prawdziwym koniem małopolskim- pięknym, dzielnym i wytrzymałym. Część tych przymiotów już posiada- jest niewątpliwie piękna, wytrzymała na pewno, a i dzielność gdzieś się tam kryje, trzeba ją tylko wydobyć. I wszystkie te zabawy, to „pieszczenie się” z koniem służą jednemu: uzyskaniu bezgranicznego zaufania Clio do człowieka (= dzielność), a co za tym idzie- osiągnięciu celu. I pośpiech bynajmniej jest niewskazany! A tutaj relacja Agi i Wojtka z przybycia dziewczyn: http://jak-pies-z-koniem.blogspot.com/2009/08/przyjazd-clio-i-zeglugi-czyli-kochajmy.html#comments I wszystko by było piękne, gdyby nie to, że te całe wakacje są strasznie daaalekooo… J
sobota, 29 sierpnia 2009
Reaktywacja bloga
Jesień się zbliża, więc najwyższy czas wziąć się za wiosenne porządki :-) Zaczynam od bloga, bo nieco się przykurzył i jakoś tak zdezaktualizował… Ale nie tylko blog czekają zmiany, bo zabieram się też znowu do klikania panny Klekli, która ostatnio troszkę w tłuszczyk obrosła (oj, zima zapowiada się siarczysta ;-) ) i tak jakby zestarzała się??? No cóż, od dawna trąbią we wszelkich mediach, że nauka spowalnia procesy starzenia, a biedne psisko swoją edukację zakończyło na wycieraniu nosa ;-) A latka lecą -zapominalskim przypominam, że Tekla 8 sierpnia obchodziła swoje 3 urodziny. Tym, którzy chcieliby się zrehabilitować za gapiostwo podpowiadam, że następna okazja do świętowania przypada 23 września :-) Serdecznie zapraszamy, proszę nie zapominać, że ulubionym daniem głównej bohaterki jest JEDZENIE pod każdą postacią, najlepiej w wersji XXL.
poniedziałek, 06 lipca 2009
Aktualności
Mój koń był dla mnie bardzo łaskawy- lato, słońce, a ja nie muszę spędzać dni w robocie, tylko odpoczywam. Hmm, chociaż są i pewne minusy- np. skóra pod gipsem bardzo swędzi… Ale da się przyzwyczaić! J Tak więc czasu mam w bród, ale zaległej roboty- jeszcze więcej. Myślałby kto, że wreszcie nadrobię zaleciałości blogowe, ale po pierwsze, to pisanie prawą ręką średnio mi idzie (bo ja z tych odwrotnych), a po drugie mam ograniczony zasób cierpliwości do naszego internetu z Ery. Teoretycznie Blueconnect to dobra sprawa, ale niekoniecznie na takiej wsi, jak nasza- sygnał zanika, gdy: wieje, pada, chmurzy się, jest mgła, świeci mocne słońce… J Na nieszczęście połowa prac wiąże się z doskonale działającym internetem, więc może być w tym temacie wesoło! Oczywiście duużoo czasu oznacza, że wreszcie rozprawię się z książkami „do przeczytania”, których uzbierało się już całkiem sporo. Na pierwszy rzut już poszła książeczka „Dominacja u psów. Prawda czy mit” opublikowana przez Fundację Psia Wachta. Bardzo przyjemna lektura, która w sposób przejrzysty jasno i wyraźnie rozprawia się z szeroko rozpowszechnionymi zasadami dominacji, opierając się na badaniach naukowych. Najbardziej spodobało mi się zdanie: „Wilk alfa musi być bardzo zajęty, stosując wobec członków swojego stada te wszystkie zasady.” Koniec kropka, raczej nie trzeba niczego dodawać. Bo jak twierdził John Fisher (niegdyś zapalony zwolennik teorii dominacji): „Nie sadzę, by psy zastanawiały się nad kwestiami dominacji częściej niż rozpieszczone dziecko rozważa, czy jest wyżej w hierarchii od swoich rodziców”. Tak więc książkę polecają z całego serca Ola i dominant Tekla:
piątek, 22 maja 2009
Co statystyczna kobieta 20+ nosi w torebce
-portfel (zazwyczaj pusty) -drugi portfel (permanentnie pusty) -dokumenty swoje -kalendarz książkowy z tysiącem mniej lub bardziej ważnych notatek -notatnik -kosmetyczka z niezbędnymi kosmetykami -3 pendrajwy na smyczy -2 pary okularów p/słonecznych -chusteczki higieniczne, do demakijażu (nie zmieściły się już w kosmetyczce) i do okularów -listę spraw do załatwienia -klucze do domu na smyczy -klucze do samochodu na smyczy -aktualnie czytaną książkę Czyli to wszystko, co ma 99% Polek w torebce (no, może poza tą książką, jako że wg najnowszych badań ledwie 20% Polaków czyta książki, a i to jedną na rok); Oraz: -saszetkę z suchą karmą -2 Fiprexy M -ulubiony Tekowy sznurek -2 utytłane piłeczki -zapasową smycz -gryzak -paszport Tekli -składaną miskę -wędzone ucho -gwizdek myśliwski -zgrzebło marki Kong -małego Konga… …hmm, chyba jednak nie znalazłabym się w gronie statystycznych Polek! |
Archiwum
Zakładki:
Ciekawe blogi psich pasjonatów
Strony psiarzy
Strony szkoleniowe
Warto odwiedzić
ZAPRASZAM!!!
|